Pisał Stanisław Wasylewski (Lwów, Wydawnictwo Polskie, Poznań 1909):

U zbiegu ulic Fredry, Romanowicza i placu Akademickiego stał ten pałacyk, w którym krył się karmazyn przez trzy dziesiątki lat prawie przed ludźmi oraz prośbami dochodzącymi z Polski całej. Tu przyjmował deputacje hołdownicze, które go błagały o nowe słowo. Stąd patrzał sceptycznie, dowódca 3-ciej kompanii gwardii narodowej, na „wiosnę ludów,” nie przerażony, gdy mu Austriacy w r. 1852 grozili szafotem za obrazę cesarza.

Tu mu ten zegar empirowy przy łóżku tykał godziny spokojnej starości. I pod markizą, pisząc Trzy po trzy, tkwił milczek w ogrodzie. Tu jeżdżąc z wnuczką, […] Marią Szembekową, interesował się nowymi budowlami i rozwojem miasta.
Nareszcie Cześnik doczekał się Rejenta. Bo powtórzyła się — jak ktoś pięknie zauważył — sceneria z Zemsty. Seweryn Goszczyński, dawny wróg Fredrowej wesoło­ści, zamieszkał na ostatek gorzkich swych dni tułackich we Lwowie, o miedzę od siedziby Fredrów. Kilkadziesiąt kroków, w kamienicy Lewakowskiego, gdzie umarł. […]

W pół roku po śmierci Goszczyńskiego odprowadził Lwów cały zwłoki największego ze swych pisarzy na granicę miasta (15 lipca 1876), skąd zawieziono je do sklepów kościoła w Rudkach. Za trumną kroczył jeden z ostatnich Napoleończyków Lwowa, biały jak gołąb i sam legendarny, p. Pawulski [Jan Chryzostom Pawulski herbu Bończa, 1793–1877, uczestnik wojen napoleońskich i powstania styczniowego], u rogatki gródeckiej przemówił Antoni Małecki, a wkrótce potem napisano w Krakowie: „Takiego, który by jednoczył chwałę rycerską i chwałę pisarską, a łączył czasy napoleońskie z naszymi — takiego nie miała ani Warszawa, ani Poznań, ani Kraków, — takiego miał tylko Lwów jeden — Fredrę”.

Comments are closed.

Close Search Window